czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział X: Tajemnica zaplecza



Diana nawet się nie zdziwiła, gdy Oskar oznajmił im, że doktor Preisner nie zgodził się na udostępnienie klasy od fizyki, by mogli dokładnie wszystko przedyskutować. Chłopak twierdził, że to głównie przez nią, bo ona od niemal miesiąca za każdym razem próbowała wejść do kantorka, nie przejmując się zdaniem innych. Oczywiście dziewczyna twierdziła, że kolega ponosił taką samą odpowiedzialność, bo również nieraz podpadł nauczycielowi.
Dlatego spotkali się po lekcjach na boisku szkolnym. W październiku już nikt nie miał zajęć na dworze, więc nie musieli przejmować się, że ktokolwiek ich podsłucha lub zainteresuje się rozmową. Właściwie to Diana miała wrażenie, że wyglądają trochę jak idioci, gdyż dzień był wyjątkowo wietrzny i nikt o zdrowych zmysłach nie myślał o tym, by w taką pogodę przesiadywać na dworze. Na szczęście nie padało, chociaż na niebie zbierały się ciemne chmury i lada chwila mogło się to zdarzyć.
A na domiar wszystkiego dziewczyna nie spodziewała się, że tym razem Joasia także dołączy do rozmowy. Co więcej, sprawdziła plan koleżanki i wiedziała, że lekcje skończyła godzinę wcześniej. Najwyraźniej musiała specjalnie czekać, jednakże Diana zastanawiała się, kto jej powiedział o terminie spotkania. Miała tylko nadzieję, że to nie oznaczało, że postanowiła dołączyć do klubu fizycznego. Pozostawało jej tylko czekanie, by przekonać się o tym w środę lub zapytanie kogoś. Może Grzesiowi powiedziała lub co bardziej prawdopodobne, sądząc po ich zachowaniu, Oskarowi.
– Więc o co chodzi z kantorkiem? – zapytała Diana. Zabrała głos jako pierwsza, widząc, że reszta nie paliła się do rozpoczęcia rozmowy.
Z niepokojem zerknęła w niebo, mając nadzieję, że tym razem nie przerwie im deszcz i będzie mogła zadać wszystkie nurtujące ją pytania.
Oskar przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Diana wpatrywała się w niego natarczywie, ignorując złośliwe spojrzenie Joasi. W pewnym momencie już miała ochotę się odezwać i ponaglić kolegę.
– Aby podróżować w czasie i przestrzeni potrzebne są konkretne miejsca – zaczął chłopak, powoli dobierając słowa. – Nie mógłbym nagle stąd cofnąć się w czasie. Zaplecze jest właśnie takim miejscem, mówiąc bardziej obrazowo, bramą łączącą ten czas z każdym innym miejscem w czasie czy przestrzeni.
– Z wyjątkiem Neravi – rzekł Grześ.
– Tak i nie – odparł Oskar.
Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Diana zmarszczyła brwi, powoli gubiąc się w tym wszystkim. Nie spodziewała się, że wyjaśnienia Oskara będą łatwe do zrozumienia, w końcu w filmach czy książkach zazwyczaj podróże w czasie były skomplikowane i zagmatwane. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, czy chłopak przypadkiem nie kręcił i nie podawał się za kogoś zupełnie innego. Może w rzeczywistości był jakimś złym charakterem, próbującym zniszczyć Ziemię, a do tego potrzebował jej pomocy.
– Ale przecież sam mówiłeś, że nie możesz wrócić do domu – powiedziała Joasia, spoglądając badawczo na Oskara.
– Jeżeli teraz nam powiesz, że jednak możesz, to z tego rezygnuję – oznajmił nagle Grześ, a Dianie serce stanęło w piersi. Chłopak przecież nie mógł odejść z kółka, bo tak naprawdę tylko w ten sposób mogli razem spędzić czas. A w obliczu obecnych wydarzeń znacznie więcej niż w zeszłym roku, gdy spotykali się tylko na godzinnych zajęciach klubu i czasem na przerwach, kiedy dziewczyna zaczepiła go na korytarzach.
– Mówiłem prawdę, nie mogę wrócić na Neravi – pospieszył z wyjaśnieniem Oskar, a Diana odetchnęła z ulgą. – Ale to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane. Kantorek nie jest naturalnym przejściem, coś się tam wydarzyło i nie jestem w stanie kontrolować przestrzeni, a czas jedynie w drobnych zakresach. Mogę udać się kilkanaście dni w ziemską przeszłość, reszta pozostaje poza moim zasięgiem.
– Ale jak tamtego dnia weszliśmy do kantorka, to nic się nie stało – westchnęła zrezygnowana Diana, mając nadzieję, że wcześniejsze wyjaśnienia w pełni zadowoliły Grzesia i nie będzie już myślał o tak strasznych rzeczach jak odejście z kółka. – Nigdzie nas nie przeniosło.
– Chyba że trzeba było stanąć na tym ruszającym się miejscu – wszedł jej w słowo Hornich.
– Doktor Preisner zbadał całą podłogę, więc wątpię – wtrąciła Joasia.
– Więc w ten sposób dostała się tam ta noga – dodał nagle Kacper. – To nie była żadna atrapa.
– Czy wy nie możecie zadawać pytań po kolei? – rzekł Oskar, starał się rozładować atmosferę poprzez żartobliwy ton, ale niezbyt mu to wyszło. – Na zapleczu bramą jest wszystko – podłoga, ściany, sufit. Jednakże, jak już mówiłem, z tym wirem coś jest nie tak, czasoprzestrzeń aktywuje się sama z siebie w dowolnym momencie. Gdybyście wtedy stanęli na tej ruszającej się podłodze, zapewne wciągnęłoby was i wyrzuciło gdzieś w czasie i przestrzeni. Może w przeszłości, może w przyszłości albo na zupełnie innej planecie.
– Niesamowite – szepnęła zachwycona Diana. – Czyli każdy może w ten sposób podróżować?
– Tak, ale w twoim przypadku byłaby to podróż w jedną stronę, bo nie wiedziałabyś, jak wrócić. Sądzę, że właśnie to stało się z panią Kleszczykowską. Weszła na zaplecze w momencie, gdy brama się aktywowała i została gdzieś wciągnięta. I właśnie tak dostała się tu ta noga – zwrócił się do Kacpra. – Dlatego chciałem to zabrać, by nie dopuścić, aby ktoś dowiedział się, co tu się dzieje. Gdyby przebadano te kości, mogłoby się okazać, że pochodzą z zupełnie innej planety, są inaczej zbudowane niż wasze i wtedy dopiero zaczęłoby się dziać.
– Ale w ten sposób może tu wyrzucić wszystko, nawet obcych – stwierdziła Joasia.
– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo mogłoby się to źle skończyć. Ziemianie mogą podróżować na księżyc, ewentualnie planować wylot na Marsa, ale to, co znajduje się za Układem Słonecznym, na zawsze pozostanie poza zasięgiem. Nigdy nie uda się im opanować czasu i przestrzeni, nigdy nie nagną ich do swojej woli.
– Skąd wiesz? – zainteresował się Kacper.
– Ponieważ na Neravi czytałem trochę o przyszłości Ziemi.
– Było coś o mnie? – zapytała od razu Diana, ignorując skierowane w nią spojrzenia Joasi i Grzesia. Koleżanka z politowaniem pokręciła głową, ale się nie odezwała. Dziewczyna chciała powiedzieć jej coś niemiłego, ale w porę zabrał głos Oskar:
– O przyszłości planety, nie konkretnych osób. Na dodatek takiej, w której już od dawna nie żyjesz.
– Zawsze istnieje szansa, że zapiszę się w historii – rzekła z dumą.
– Śnij dalej – prychnęła Joasia.
– Skąd wiesz, kiedy brama się otwiera? – zapytał Grześ, udaremniając dalszą kłótnię dziewczynom. – Gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, idealnie zgrałeś się w czasie.
Oskar wziął do ręki swój plecak, który wcześniej rzucił na ziemię obok ławki. Przez chwilę zawzięcie czegoś w nim szukał. Diana uważnie obserwowała jego ruchy, zastanawiając się, co takiego może się w nim znajdować. Czyżby jakieś arcyinteresujące kosmiczne urządzenie?, przemknęło jej przez myśl. Jednakże gdy chłopak wyjął metalowe pudełeczko, nie większe niż telefon komórkowy, poczuła olbrzymie rozczarowanie. Dopiero później zorientowała się, że musiało to być to samo coś, co ukrywał, gdy widzieli się po raz pierwszy.
– To igbe – powiedział pokazując urządzenie licealistom.
Diana zorientowała się, że jej wcześniejsze porównanie do telefonu komórkowego nie było takie głupie. Na górnej ściance prostopadłościanu znajdował się wyświetlacz, natomiast na przedniej kilka nieoznaczonych guzików i dwa okrągłe  pokrętła. Najbardziej jednak zdziwiła ją to, że antenę lub coś, co wyglądało jak ona, umieszczono po lewej stronie urządzenia.
– Dziwne miejsce na antenę – rzekł Kacper, wyrażając jej przypuszczenia na głos.
Joasia i Grześ automatycznie spojrzeli na niego, przez co chłopak się speszył, a na jego policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. Najwyraźniej nie spodziewał się, że ten komentarz kogokolwiek zainteresuje lub wypowiedział go od niechcenia, w ogóle nie zdając sobie sprawy, że mówił na głos.
– Jest wykonana z elastycznego materiału i można ją wyginać we wszystkie strony – odpowiedział Oskar. – Ale wracając do wcześniejszego pytania, to dzięki igbe mogę namierzyć aktywną czasoprzestrzeń. Na dodatek to urządzenie pozwala w pewnym stopniu ją kontrolować, w każdym razie w przypadkach, gdy wszystko działa poprawnie. Podając odpowiednie współrzędne, mogę wybrać miejsce, w którym chciałbym się znaleźć i w dziewięćdziesięciu na sto przypadków mam pewność, że bezpiecznie dotrę do celu.
– A z tymi dziesięcioma co się dzieje? – spytała Joasia, a Diana zastanawiała się, po co koleżanka w ogóle pytała o takie rzeczy. Ona wolałaby nie wiedzieć, jaki spotyka los tych, którzy napotkają na problemy.
– Szczerze, to nie wiadomo – rzekł Oskar. – Nigdy nie powracają i wszelkie nawiązanie kontaktu staje się niemożliwe. Kto wie, czy właśnie teraz sam nie znalazłem się w takim położeniu.
– To na pewno nie jest taki przypadek – oznajmiła twardo Joasia.
Oskar uśmiechnął się do niej nieznacznie, ale nic nie powiedział. Dianie zrobiło się żal chłopaka, z chęcią sama podniosłaby go jakoś na duchu, ale nie miała pojęcia, co mogłaby zrobić. Wszystkie pomysły w jednej chwili wydały jej się nieadekwatne do sytuacji.
Przez dłuższą chwilę licealiści milczeli, podczas gdy chmury nad ich głowami zaczynały gęstnieć. Opady deszczu zdawały się w tej sytuacji nieuniknione. Diana chyba po raz pierwszy wahała się przed zabraniem głosu. W innych okolicznościach w ogóle nie przejmowałaby się uczuciami innych, ale teraz nie wiedziała, czy jej prośba w jakiś sposób nie zrani Oskara. A po tym, czego się dowiedziała, nie chciała przysparzać mu więcej cierpień. Jednak z drugiej strony perspektywa przygody zdawała się przechylać szalę.
Jakby od niechcenia zerknęła w stronę ulicy. Większy ruch panował tu jedynie w godzinach, w których zaczynały się lub kończyły lekcje, z czego największy rano. Po chwili dostrzegła jadącego powoli starego, czarnego golfa. Nagle samochód zrobił coś dziwnego, koła gwałtownie skręciły w prawo i pojazd wjechał na chodnik. Na szczęście kierowca w porę oprzytomniał i nie skończyło się to zderzeniem z ogrodzeniem otaczającym szkołę, jednakże nie był w stanie uchronić się przed zahaczeniem o rosnące przy drodze krzaki.
Diana mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, zastanawiając, co strzeliło do głowy doktorowi Preisnerowi, że jeździł w taki sposób. Czy to ich widok mógł w taki sposób na niego wpłynąć? Doszła do wniosku, że zapewne teraz mężczyzna będzie zaprzątać sobie głowę, w jakim celu prosili go o udostępnienie klasy fizycznej i o czym teraz rozmawiali. Właściwie nawet mu się nie dziwiła, wbrew własnej woli, tak jak oni, stał się świadkiem tych wszystkich wydarzeń, a wręcz ich częścią.
– W takim razie, co się dzieje, gdy próbujesz podać współrzędne Neravi? – odezwał się Grześ, przerywając ciszę i wyrywając Dianę z rozmyśleń na temat nauczyciela.
– Nie mogę tego zrobić. Gdy czasoprzestrzeń się uaktywnia, na igbe pojawiają się współrzędne miejsca, do którego prowadzi brama. Nie mam możliwości, by je zmienić. Wiele razy próbowałem, ale nic z tego nie wyszło – wyznał z westchnieniem żalu Oskar.
– W takim razie musisz wejść w wir do jakiegoś losowego miejsca, może tam uda ci się znaleźć wskazówki lub ktoś będzie w stanie odesłać cię na Neravi – oznajmiła z ożywieniem Diana, odrywając wzrok od znikającego powoli z pola widzenia samochodu. W duchu już gratulowała sobie sprytu, że udało jej się poruszyć najbardziej interesującą ją kwestię w tak łagodny sposób.
– Łatwo powiedzieć, ale gorzej z realizacją. Podróż przez czasoprzestrzeń to nie wycieczka do innego miasta. Co więcej, nie znam współrzędnych wszystkich miejsc i nie będę wiedział, jak uniknąć tych, w których nigdy nie chciałbym się znaleźć. A na dodatek brama uaktywnia się bez wcześniejszego ostrzeżenia, nie dostanę się do niej w trakcie zajęć, bo w klasie będzie doktor Preisner i mogę się założyć, że później postara się, by salę albo chociażby sam kantorek zamknięto na klucz. Wątpię, bym nawet w nocy był w stanie się tam wejść.
– Dla chcącego nic trudnego – nie dawała za wygraną Diana.
– Zakładam, że pewnie sama chciałabyś się wybrać w taką podróż – powiedział Oskar, uważnie przyglądając się dziewczynie.
– A dziwisz się, to perspektywa przygody, o jakiej nawet nam się nie śniło. Zresztą, obiecaliśmy, że ci pomożemy, więc nie możesz się dziwić. Co możemy zrobić, bezczynnie siedząc tutaj? – zawzięcie broniła swoich racji Diana. – Co więcej, jestem w stanie zdobyć klucz do sali fizycznej – zakończyła twardo, chcąc by te słowa zrobiły olbrzymie wrażenie na słuchaczach.
I nie pomyliła się, co bardzo jej się spodobało. Wszyscy patrzyli na dziewczynę z niedowierzaniem, jakby nie byli w stanie pojąć tego, co im powiedziała. Diana uśmiechnęła się szeroko, czekając na decyzję Oskara. Jednakże w duchu wiedziała, że dostanie to, czego chciała. Wątpiła, by kolega zrezygnował z jakiejkolwiek szansy na dostanie się do domu, skoro tak bardzo mu na tym zależało.
– Jak niby chcesz to zrobić? – zapytała Joasia, nie mogąc się dłużej powstrzymywać.
– To już moja sprawa, nie mam zamiaru tego zdradzać – oznajmiła wyniośle, mając nadzieję, że koleżance w pięty poszło.
– Zgoda, jeśli chcecie iść, to was zabiorę. Dla mnie nie stanowi to problemu. Oczywiście, najpierw musimy znaleźć sposób, by dostać się do kantorka.
– Możecie na mnie liczyć! – zawołała entuzjastycznie Diana, mając nadzieję, że pospiesznie obmyślony plan zadziała i uda jej się zdobyć klucze. – Cholera… – mruknęła, gdy poczuła pierwsze krople deszczu spadające na nos.
– Chyba najwyższa pora się zbierać – stwierdził Oskar. – Bo nie mam ochoty zmoknąć.
– Ciocia ma po mnie przyjechać i odwieźć do domu. Jeśli chcesz, możemy cię podrzucić – zaproponowała szybko Joasia, uśmiechając się serdecznie w stronę chłopaka.
Diana miała ochotę sprawić, by mina jej zrzedła, ale się powstrzymała. Mogła się domyślić, że koleżanka jej nie zaproponuje podwiezienia. Żałowała, że doktor Preisner teraz nie zaczął niszczyć rosnących w pobliżu krzaków, bo może podrzuciłby ją kawałek, gdyby go poprosiła, szczególnie że deszcz zaczynał padać coraz mocniej i coś jej podpowiadało, że niebawem może zmienić się w ulewę.
– Podrzuciłbym cię, ale jeszcze mam trening koszykówki – zwrócił się Grześ do dziewczyny, widząc jej zmartwiony wyraz twarzy.
– Szybko pobiegnę na przystanek, z cukru nie jestem, to się nie roztopię. Najwyżej przeziębienie złapię – mruknęła pod nosem ostatnie zdanie. Jednakże starała się zachować opanowany wyraz twarzy.
– Ja mam parasol, to mogę cię odprowadzić – zaproponował nieśmiało Kacper.
Diana pod wpływem impulsu miała ochotę rzucić mu się na szyję i ucałować. Na szczęście w porę się powstrzymała. Przede wszystkim Kacper to nie Grześ. A po drugie nie chciała robić scen, które później komentowałaby Joasia przy każdej nadarzającej się okazji. Na dodatek te okazje mogłyby zdarzać się naprawdę często, jeśli dziewczyna dołączy do klubu fizycznego.
Licealiści pożegnali się i rozdzielili na dwie grupy. Joasia, Grześ i Oskar pospiesznie wrócili do szkoły, a Diana i Kacper udali się w stronę przystanku autobusowego. Dziewczyna po raz pierwszy cieszyła się, że kolega jest wysoki, wcześniej jej to wyjątkowo przeszkadzało, gdyż podczas rozmowy musiała zadzierać głowę wysoko do góry. Teraz przynajmniej nie musiała obawiać się, że zostanie dźgnięta czubkiem parasola w czoło.
W pewnym momencie chwyciła chłopaka pod ramię, by było im wygodniej iść pod niewielkim parasolem. Nie spodziewała się, że przez to na policzkach Kacpra pojawią się szkarłatne rumieńce. Uznała, że lepiej będzie tego nie komentować i udawać, że w ogóle nic nie zauważyła. W końcu nie była Joasią, która musiała wytknąć każdemu nawet niewielkie potknięcie.
– Nie wydaje ci się, że Oskar jakoś za łatwo się zgodził, byśmy z nim poszli? – zagadnęła.
Chłopak przez dłuższą chwilę spoglądał na nią, nic nie mówiąc. Diana nieco się speszyła i nie wiedziała, co ma zrobić. Co więcej, zdarzyło jej się to już po raz drugi dzisiejszego dnia, a to wcale jej się nie podobało.
– Wszystko w porządku? Mam coś na nosie? – odezwała się, by przerwać ciszę zakłócaną jedynie bębnieniem kropel deszczu o parasol.
– Tak, to znaczy nie… Właściwe… Ja… zamyśliłem się – wyjąkał. – A wracając do twojego wcześniejszego pytania, to nie sądziłem, że Oskar w ogóle się zgodzi. Wiesz, może nam się tylko wydaje, że taka podróż przez czasoprzestrzeń to coś niesamowitego, a w rzeczywistości się rozczarujemy.
– Nie mów tak. Nie chcę się rozczarować, nie teraz, gdy to może zmienić całe nasze życie. Kto wie, czy nie będziemy pierwszymi Ziemianami, którzy postawią stopę na drugim końcu wszechświata. A o takich przygodach nigdy się nie zapomni – mówiła z zapałem i entuzjazmem Diana.
Dziewczyna miała wrażenie, że Kacper chciał coś powiedzieć, jednakże po chwili się rozmyślił. Zastanawiała się, co to takiego mogło być, już chciała o to zapytać i oznajmić twardo, że zniesie każdą krytykę, chociaż w głębi ducha się jej nie spodziewała, ale chłopak pierwszy zabrał głos:
– Mogę mieć do ciebie prośbę. – Diana skinęła głową, a on nieśmiało kontynuował: – Pożyczyłabyś mi pieniądze na bilet. Pada coraz mocniej, a mam kawałek do przejścia. Jutro ci oddam – zapewnił pospiesznie.
– Pewnie, nie ma problemu – odpowiedziała z uśmiechem, jednak momentalnie spoważniała, widząc mijający ich czarny samochód. – Nie sądzisz, że powinniśmy o wszystkim powiedzieć doktorowi Preisnerowi? Chyba lepiej, aby wiedział, co znajduje się w kantorku niż skończył jak pani Kleszczykowska.
– To jest twój plan zdobycia klucza?
– Oczywiście, że nie! – zaprzeczyła Diana. – Jak się powiedzie, mogę ci powiedzieć, co zrobiłam – oznajmiła, uśmiechając się od ucha do ucha.
~ * ~
Chciałam dać w zeszłym tygodniu, ale się nie wyrobiłam. Końcówka semestru daje mi się mocno we znaki i ciągle jest coś do zrobienia lub do nauki. Z tego też względu myślę, że kolejny rozdział pojawi się również za trzy tygodnie. Chyba że w przyszłotygodniowy długi weekend trochę się zmobilizuje, ale nic nie obiecuję
Możliwe, że w wakacje uda mi się złapać rytm (i zrobić spore zapasy) i publikować regularnie co dwa tygodnie, może nawet co tydzień, gdy już skończę drugi blog. Ale to chyba ba razie jedynie marzenia.

Zwiastun

Obserwatorzy